Ty i tak bez przerwy szkicujesz zabrzmiało to niemal jak oskarżenie. Dzięki wysłuchanemu przed chwilą wykładowi, Iantine o wiele lepiej niż przedtem zdawał sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwa wkrótce zagrożą smokom i ich jeźdźcom. Mógł przynajmniej trochę uspokoić jednego z nich, malując portret jego przyjaciela. Dziś wieczorem oświadczył M’leng, zmierzając prosto do celu postaram się, byśmy usiedli blisko ciebie. Namówię go, żeby założył świąteczną tunikę, wygląda w niej najlepiej. Ale w jaki sposób… zaczął Iantine, nie wiedząc, jak ma pracować, by jeździec nie spostrzegł się, że go maluje. Zajmij się portretem, a ja się zajmę P’terem M’leng uspokajająco poklepał go po ramieniu. Póki go jeszcze mam dodał półszeptem. Ta ostatnia uwaga sprawiła, że Iantine wstrzymał oddech. Dlaczego M’leng zachowywał się, jakby wiedział, że P’tero umrze? Postaram się z całego serca, uwierz mi! Och, jestem tego pewien M’ leng ruchem głowy odrzucił loki z twarzy i uśmiechnął się, zaciskając jednocześnie usta. Nie na darmo obserwowałem cię przy pracy. Wyciągnął dłoń, miękką od oliwy, którą jeźdźcy nacierają smoki. Iantine ujął ją i zdumiał się, jak silny był uścisk zielonego jeźdźca

(Reklama: alkoholizm mężczyzn )
