Ponieważ akurat wypadła pora kąpieli młodych smoków, Iantine’a natychmiast zafascynowały ich figle, a poza tym zdał sobie sprawę, jak wiele ciężkiej pracy trzeba włożyć w wychowanie smoczków. Na dobrą sprawę widział je po raz pierwszy w życiu. Poznał już urok i potęgę dorosłych smoków i podziwiał ich wygląd Teraz obserwował młode, przekorne, a nawet złośliwe stworzenia właśnie jeden wepchnął swego jeźdźca do jeziora obdarzone niesłychaną pomysłowością. Żaden z ostatnio wyklutych smoczków nie dojrzał jeszcze do latania, ale kilka z poprzedniego wylęgu już zaczęło podejmować dorosłe obowiązki. Miał więc pierwszorzędną okazję, by oglądać ich niezgrabne wyczyny. Następnego dnia spostrzegł P’tera i błękitnego Ormontha w środku licznej grupy uczniów. Gdy podszedł bliżej okazało się, że zgromadzili się tam nie tylko jeźdźcy z ostatnich trzech Wylęgów, lecz również cała młodzież powyżej dwunastu lat. Ormonth rozłożył jedno skrzydło i przyglądał mu się z niejakim zdziwieniem, jakby go nigdy przedtem nie widział. Tego było za wiele dla Iantine’a; zauroczony wyrazem smoczego pyska wyjął szkicownik i natychmiast narysował całą scenę. P’tero go zauważył, ale pozostali uczniowie całkiem skoncentrowali się na treści wykładu. Słowa T’dama powoli docierały do artysty, pochłoniętego pracą nad liniami i kompozycją. Wiemy z kronik, że najgroźniejsze są rany na brzegu skrzydeł, szczególnie gdy Nici opadają w kłębach, a smok wraz z jeźdźcem poruszają się zbyt wolno, by ich uniknąć. Smok może latać przy uszkodzeniach wielkości jednej trzeciej zewnętrznego płata… T’dam przesunął dłonią wzdłuż brzegu Ormonthowego skrzydła. Jednakże… Ormonth, czy byłbyś tak dobry i zwinął nieco skrzydło? zwrócił się do smoka. Dziękuję. Teraz T’dam musiał stanąć na palcach, by dosięgnąć powierzchni wewnętrznego skrzydła. Jednakże rany tego płata są znacznie poważniejsze, gdyż w zależności od kąta padania, Nić może przedostać się przez skrzydło do ciała. Schylił się pod skrzydłem i poklepał smoczy bok

(Reklama: Pozycjonowanie strony )
